Archive for the ‘ Dla początkujących ’ Category

Co wybrać – silniki.

Pora na kolejny odcinek cyklu „Co wybrać”. Tym razem skupię się na silnikach.

Jest to dużo prostszy wybór niż w przypadku regulatora, ale po kolei. Najpierw, w zależności od budżetu, trzeba zdecydować się na silnik szczotkowy lub bezszczotkowy. Oczywiście ma to związek z regulatorem, który musi obsługiwać wybrany typ. Jeśli tylko finanse na to pozwalają, warto skusić się na silnik bezszczotkowy. Wyższa sprawność, większa żywotność to tylko niektóre zalety. W dłuższej perspektywie bezszczotka wychodzi taniej – nie trzeba dokupować szczotek, które się zużywają. Silnik szczotkowy ma sens tylko w wypadku, gdy mamy do dyspozycji bardzo mało pieniędzy.

Jeśli jednak już decydujemy się na silnik szczotkowy, to nie ma co przepłacać. Najlepiej brać coś jak najtańszego i odkładać na silnik bezszczotkowy.

Jak już pisałem, wybór jest prosty. Nie trzeba analizować dziesiątek funkcji i parametrów, jak w przypadku regulatorów. Najważniejszą rzeczą, biorąc pod uwagę wrażenie z jazdy, jest kV, czyli liczba obrotów uzyskiwana z jednego wolta. Najpopularniejszy jest przedział 4000-6000, chociaż wszystko zależy od gustu. Ja na przykład korzystam z silnika 7400kV, a znam osoby, które są zadowolone z silników 3500kV.

Dużo wątpliwości zawsze wiąże się z wyborem między silnikiem sensorowym i bezsensorowym. Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Silniki sensorowe teoretycznie są płynniejsze, jednak ja, testując silnik z uruchomionymi sensorami i bez, nie zauważyłem znaczącej różnicy w jeździe, nie licząc próby, gdy jechałem mniej niż 5 km/h i obserwowałem, jak pracują koła. Dodatkowo, sensor może stwarzać problemy. To kolejna rzecz, która może się popsuć. Sam tego doświadczyłem w swoim GM, gdy wygiąłem pin w gnieździe, gdzie podłącza się kabel sensorów. Bez tego regiel nie działał. Można go było przeprogramować w tryb bezsensorowy, ale do tego było wymagane to samo złącze, co do sensorów, a ono było uszkodzone. Gdyby nie udało mi się tego naprawić, miałbym jazdę z głowy. Takich problemów nie doświadczy się z silnikiem bezsensorowym.

Oczywiście nie znaczy to, że należy się wystrzegać silników sensorowych. Moim zdaniem po prostu nie warto do nich dopłacać.

Ostatnio popularne robią się silniki czteropolowe. Przy takich samych obrotach osiągają znacznie większy moment obrotowy niż silniki dwupolowe. Nie ma co jednak do nich dopłacać, ponieważ moment większy niż w standardowym siniku na wiele się nie zda, a pobór mocy wzrośnie.

Jak zwykle, nie opisywałem konkretnych modeli silników. W razie pytań można pisać do mnie na maila podanego po prawej stronie lub zostawić komentarz. Na każdy odpowiem.

Kolejny wpis – w lipcu. 🙂

Co wybrać: regulatory.

Witam w kolejnym odcinku cyklu „Co wybrać”. Dzisiaj zajmę się tematem wyboru regulatora.

Najważniejsza decyzja to wybór pomiędzy regulatorem do silnika szczotkowego lub bezszczotkowego. Sprawa wygląda podobnie jak w przypadku wyboru NiMH/LiPo. Silniki szczotkowe i regulatory do nich są już przestarzałe. W porównaniu do bezszczotkowych mają gorszą sprawność, a więc na silniku szczotkowym o tej samej mocy co bezszczotkowy pojeździmy krócej. Druga sprawa to żywotność. Technologia bezszczotkowa zapewni nam nawet dziesięciokrotnie dłuższe działanie.

Co prawda wyżej opisałem silniki, ale ma to oczywiście bezpośredni wpływ na wybór regulatora. Większość obsługuje tylko jeden rodzaj. Wyjątkiem są np. regulatory firmy Castle Creations.

W tym wpisie nie będę omawiał regulatorów do silników szczotkowych. Mają one sens tylko wtedy, gdy brak funduszy na coś porządnego, a w takim wypadku wystarcza zwykle Saturn 20T i praktycznie dowolny regulator do niego. Naprawdę warto zacisnąć pasa i dozbierać, ponieważ zestaw bezszczotkowy w dłuższej perspektywie wychodzi taniej.

Przejdźmy więc do części właściwej, a więc wyboru regulatora. Najniższa półka cenowa to ok. 150 zł. Poniżej tej sumy możemy kupić sprzęt używany lub kiepski nowy. Jeśli budżet jest mocno ograniczony, lepiej kupić coś używanego, ale lepszego. Za około 150 zł można kupić znane regulatory Ezrun / Turnigy Tracsktar. Ten sprzęt nie jest rewelacyjny, ale w tej cenie nie kupi się nic lepszego. Mimo wszystko nie ma dużych powodów do narzekań. Na tych regulatorach można cieszyć się bezproblemowym driftem. Są one popularne nie tylko dzięki niskiej cenie. W drifcie nie potrzeba wyszukanych trybów pracy czy dużej wydajności. Wszystko, czego drifter potrzebuje do szczęścia to wystarczająca moc i płynna regulacja gazu, a te regulatory to zapewniają.

Mamba Max Pro

Oczywiście można wydać więcej. Bardzo dobry sprzęt produkuje Castle Creations. Ich Sidewinder jest również dobrym wyborem do driftu, niestety, droższym. Półkę wyżej stoi Mamba Max Pro. Jest ona bardzo uniwersalna – może obsłużyć pakiety do napięcia nominalnego 22,2 V, dzięki czemu można ją wykorzystać nawet w modelu 1:8.

Popularne, ale nie w drifcie są m.in. regulatory takich firm jak LRP czy CS. Są bardzo dobre do wyścigów, ale w drifcie nie sposób wykorzystać ich zalet, za to ujawniają się wady. Sporo osób narzekało na słabe hamulce czy problemy z programowaniem. Dodając do tego wygórowaną cenę otrzymujemy mało opłacalny do driftu sprzęt.

Warto wspomnieć także o regulatorach GM. Mimo sporej ceny są używane przez zauważalną liczbę osób. Sam również korzystam ze sprzętu tej firmy, dokładniej z GM 70. Porównując go z najtańszymi regulatorami zauważalna jest różnica w reakcji na ruchy przepustnicą. Czy warto jednak dopłacać wcale nie tak małą sumę? To już indywidualna sprawa.

Oczywiście nie sposób opisać, nawet tak pobieżnie, wszystkich regulatorów nadających się do driftu. To tylko ogólny opis tego, czym warto się zainteresować. W razie jakichkolwiek pytań możecie korzystać z komentarzy pod tym postem, na każdy odpowiem. 🙂

Zgodnie z rozkładem, kolejny artykuł będzie dotyczył silników. I jeszcze jedno – jeśli macie jakiekolwiek uwagi do stylu, treści bądź czegokolwiek związanego z tym postem, będę wdzięczny za podzielenie się nimi.

Co wybrać: ładowarki.

Witam po bardzo długiej przerwie. Powodów braku aktywności było kilka, ale teraz postaram się to nadrobić. Na pierwszy ogień pójdzie seria artykułów pomagających wybrać całe wyposażenie, jakie potrzebne jest każdemu modelarzowi. Dzisiaj zajmę się ładowarkami.

 

Na początku trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co zamierzamy ładować. W zależności od odpowiedzi, należy wybrać taką ładowarkę, która spełni wszystkie oczekiwania. Wiele zależy oczywiście od budżetu.

 

Najprostsze ładowarki można kupić za kilkanaście złotych. Należy trzymać się od nich z daleka, chyba, że nie przejmujemy się stanem akumulatorów, a kilkunastogodzinne ładowanie jest czymś akceptowalnym. Tutaj nie ma znaczenia, czy potrzebujemy ładowarki do NiMH, czy LiXX. W tej cenie nie da się kupić niczego sensownego.

 

Dość tanio, bo od około 50 zł, można dostać szybkie ładowarki do akumulatorów niklowo wodorkowych. To jednak także jest kiepski wybór – ten rodzaj akumulatorów do zasilania modelu jest praktycznie na wymarciu i nie warto inwestować w tak mało przyszłościowy sprzęt. Akumulatorami zajmę się w następnym artykule.

 

Sensowny wybór zaczyna się od około 120 zł. W tej cenie można dostać popularne ładowarki, takie jak np. Accucel-6 czy ECO6. Potrafią one naładować akumulatory NiMH, NiCd, LiPo, LiIo, LiFe, PB. Jeśli jedynym modelem, do którego potrzebna będzie ta ładowarka, jest model w skali 1:10, to powinna ona w zupełności zaspokoić potrzeby. Moc 50 W wystarcza do ładowania pakietu 7,4 V prądem odpowiednio 6 A, dla Accucela-6 i 5 A dla ECO6.

 

Inaczej sytuacja wygląda, jeśli posiadamy większe modele, zasilane na przykład akumulatorami 4 S lub 6 S. W ich przypadku moc 50 W może okazać się niewystarczająca, ponieważ pakiet 6 S będzie można ładować prądem zaledwie nieco większym niż 2 A. Warto więc wyposażyć się w ładowarkę o mocy minimum 150 W, taką jak Accucel-8 czy ECO8.

 

Oczywiście, istnieją mocniejsze ładowarki, posiadające więcej funkcji, potrafiące ładować akumulatory większe niż 6 S. Tutaj, moim zdaniem, warto zwrócić uwagę na ładowarki iCharger. Na rynku jest kilka modeli, więc można wybrać odpowiednią do swoich potrzeb.

 

Jeśli mamy kilka akumulatorów, warto zainteresować się ładowarkami wielokanałowymi. W rzeczywistości to dwie lub cztery ładowarki zamknięte w jednej obudowie. Najczęściej mają moc 4 x 50 W, co przy modelu w skali 1:10 wystarcza w zupełności. Przykładowe ładowarki to Turnigy 4x6S lub Imax Quattro.

 

Jeśli 50 W na kanał to mało, to za dużego wyboru nie mamy. Turnigy ma w swojej ofercie ładowarkę Mega 200Wx2, posiadającą dwa kanały o mocy 200W.

 

Ważną funkcją prawie wszystkich wymienionych wyżej ładowarek jest możliwość ładowania akumulatorków AA, którymi najczęściej zasila się nadajniki do modeli. Wystarczy dokupić koszyczek na kilka cel i można szybko i bez dodatkowych ładowarek naładować zarówno zasilanie nadajnika, jak i innych sprzętów elektronicznych posiadanych w domu.

 

Warto dodać, że wszystkie wymienione przeze mnie ładowarki potrzebują zasilania 12-18V ( dokładnie należy sprawdzić to w instrukcji każdej z nich ). Kilka z nich ma wersję na 230 V, czyli podłączaną bezpośrednio do gniazdka. Jest to na pewno wygodniejsze rozwiązanie, ale także droższe. Zwykle różnica w cenie jest większa niż cena zasilacza. Dodatkowo, ładowarkę na 12 V można swobodnie użyć poza domem, podłączając ją do gniazdka zapalniczki w samochodzie lub bezpośrednio do samochodowego akumulatora, co może być przydatne.

 

Wszystkie wymienione przeze mnie ładowarki można kupić na Allegro.

 

To pierwszy artykuł z serii, która zagości na moim blogu. Oczywiście, jak widać, jest on dość ogólny, ale wszelkie pytania możecie zadawać w komentarzach lub pisząc na maila podanego po prawej stronie, do czego zachęcam. 🙂

 

Kupno pierwszego modelu

Kupno nowego modelu to niewątpliwie spore wydarzenie dla wielu osób. Warto, by był to zakup przemyślany – pozwoli to uniknąć niemiłych niespodzianek.

Pierwszy wybór dotyczy tego, czy kupimy model używany, czy nowy. Wszystko ma swoje zalety i wady. Kupując model z drugiej ręki, na pewno cena będzie niższa. Jeśli uda nam się trafić zadbany egzemplarz, z pewnością będziemy zadowoleni. A jeśli to hobby okaże się nie dla nas, zawsze można wszystko odsprzedać z niewielką stratą.

Nowy model także ma sporo plusów. Otrzymując go, mamy pewność, że wszystko będzie działać tak, jak powinno. Możemy także poznać jego zachowanie i w zależności od potrzeb modyfikować go. W modelu używanym często możemy znaleźć luzy, które powodują, że prowadzi się on inaczej niż świeżo kupiony.

Bardzo przydatny podczas kupowania używanego modelu może być znajomy, który „siedzi w temacie”. Niestety częstą praktyką zarówno na Allegro, jak i forach modelarskich jest ukrywanie takich wad jak poprzekręcane gwinty itp. Kupując na odległość nie jesteśmy w stanie tego wykryć, ale już przy odbiorze osobistym takie wady można łatwo zlokalizować.

Co powinniśmy zrobić po otrzymaniu modelu? Sensownym rozwiązaniem wydaje się być rozkręcenie go na części. Pozwoli to nauczyć się jego budowy i wyeliminować np. niedokręcony śrubki, co zdarza się nawet w modelach kupowanych w sklepie.

Na dzisiaj tyle, będą się ukazywać kolejne wpisy dla początkujących. 🙂